iris apfel w młodości

1. Accessories are everything. A typical Apfel outfit comprises clanging armfuls of bracelets and multiple layers of colourful, chunky beads. Her trademark, though, is a pair of oversized, owlish Iris Apfel is the Goddess of style The 95-year-old fashion icon’s mix of high-low styling makes her permanently modern . By Leanne Delap Special to the Star. Fri., Nov. 11, 2016 timer 4 min. read. The 98-year-old style icon shares the philosophy behind her bold and whimsical wardrobe. Iris Apfel Published: 22 July 2020. I’ve loved fashion ever since I was a little girl. I always liked On the eve of the release of Iris, a new documentary by Albert Maysles about Apfel's incredibly fashionable life, the 93-year-old "geriatric starlet" answers your questions February 27, 2022. Iris Apfel behind the scenes at her H&M photoshoot. Courtesy of H&M. Last September, Iris Apfel, in celebration of her 100th birthday weeks before, announced she had a new job Wie Gut Kann Ich Flirten Test. Ekscentryczna ikona mody urodziła się 29 sierpnia 1921 roku, w Nowym Jorku, skończyła więc właśnie 98 lat. Zasłynęła ze swojego szalonego stylu. Zapraszamy do lektury artykułu, w którym przybliżamy niezwykłą postać Iris Apfel. Kim jest Iris Apfel? Iris Apfel to niezwykła kobieta o wielu talentach. Jest ikoną mody, amerykańską businesswoman, projektantką wnętrz, a także historyk sztuki. Jej rodzice mieli zarówno żydowskie, jak i rosyjskie pochodzenie, jednakże przed narodzinami Iris wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Rodzina ojca produkowała szkło i lustra, jej dziadek był krawcem, który nie znosił, kiedy kobieta nosiła rzeczy kupowane w zwykłych sklepach. Był wyczulony na wszelką niedbałość i nierówne szwy w masowo szytych ubraniach. Mama kobiety posiadała natomiast sieć butików. Możliwe, że właśnie dzięki temu młoda Iris bardzo wcześnie zakochała się w modzie. Jako dziewczynka uwielbiała odwiedzać antykwariaty, w których pierwsze zakupy rozpoczęły jej niezwykłą kolekcję dodatków z całego świata. Zdjęcie: Kariera Iris Apfell Na początku swojej kariery zawodowej Iris pracowała jako copywriter dla Women’s Wear Daily, a także dla projektantki wnętrz Elinor Johnson. Stylizując mieszkania do sprzedaży, rozwijała swój talent do wyszukiwania i pozyskiwania rzadkich i ekskluzywnych przedmiotów. Co więcej, była asystentką ilustratora Roberta Goodmana. Przed trzydziestką poślubiła Carla Apfela, z którym po dwóch latach założyła firmę tekstylną Old World Weavers. W biznesie specjalizowali się w reprodukcjach tkanin z XVII-XIX wieku. Dwa razy w roku podróżowali do Europy celem poszukiwania inspiracji i tekstyliów niedostępnych na amerykańskim rynku. Jej podróże przyczyniły się nie tylko do rozwoju biznesowego, ale też osobistego. Styl Apfel do dziś jest jedyny w swoim rodzaju. Kobieta ta podczas podróży nierzadko uzupełniała swoją kolekcję ubrań i dodatków. Na drogich przyjęciach niejednokrotnie pojawiała się w rzemieślniczych ubraniach pochodzących z przeciwnej strony globu. Współpraca z Białym Domem W swojej karierze projektantki wnętrz Iris współpracowała z dziewięcioma prezydentami od Harry’ego Trumana, przez Kennedy’ego, aż do Regana i Clintona. Twierdziła, że kontrakt z Białym Domem jest doskonały dla jej firmy specjalizującej się w dawnych tekstyliach. Prędko odkryła, że generalną zasadą prezydenckiego wystroju było odtworzenie tego, co kiedyś miało miejsce w domu prezydenckim. Jedynym wyjątkiem od tej reguły miała być Jackie Kennedy, która zatrudniła paryskiego projektanta, który upiększył dom. Sama Iris wspomina, że społeczność projektantów oszalała na punkcie tych zmian. Projektantka opowiada, że wraz ze zmianą kadencji wszystkie zmiany należało wyrzucić i zacząć od nowa. Podobno ta ekscentryczna ikona mody miała jednak jeden problem z klauzulą poufności. Nierzadko wynosiła plotki poza mury urządzanych wnętrz, co podobno przyniosło jej kilka kłopotów. Nie mogły być jednak zbyt wielkie, skoro kontynuowano współpracę z nią tak długo. Koniec kariery? To dopiero początek! Po ponad czterdziestu przepracowanych latach Iris przeszła na emeryturę. Nie oznaczało to jednak zerwania ze światem mody. Iris zrezygnowała z pracy w Old Weavers w 1992 roku, jednakże jej prawdziwa sława tak naprawdę jeszcze nie nadeszła. Od tego czasu wielokrotnie mogliśmy widzieć Iris na pokazach mody, we współpracy z topowymi markami odzieżowymi i nie tylko. Prawie dwadzieścia lat po przejściu na emeryturę Apfel została profesorem wizytującym na Teksańskim Uniwersytecie. Pięć lat później wystąpiła w kilku kampaniach marketingowych marek biżuteryjnych, ale też samochodowych i innych. W wieku 97 lat podpisała kontrakt modelingowy z globalną agencją IMG! Co ciekawe, zachęcił ją do tego Tommy Hilfiger. Czego można zazdrościć Iris? Sława bohaterki artykułu zaczęła się dość przypadkowo. Najwięcej osób usłyszało o kobiecie w 2005 roku, kiedy to w muzeum sztuki w Nowym Jorku otwarto wystawę poświęconą artystce. Doszło do tego, ponieważ przyjaciel kobiety, mecenas, nie miał materiałów do nowej wystawy i postanowił zrobić ją o Iris. Wydarzenie stało się bardzo popularne, a kobietę okrzyknięto ikoną. Do dziś w Metropolitan Museum of Art nigdy więcej nie poświęcono całej wystawy żyjącej artystce. Jednakże według mnie to nie sława jest tym, czego warto zazdrościć Iris. Przede wszystkim jest to miłość, którą dzieliła ze swoim mężem przez aż 67 lat! Co więcej, oboje kochali się szalenie. Jej mąż cenił sobie jej wyjątkowy styl i charakter. Nie przeszkadzał mu rozmiar jej kolekcji, uważał to jedynie jako część osobowości jego cudownej żony. Kolejną rzeczą której każda z nas mogłaby się uczyć od Apfel jest pewność siebie. Kobieta nie wstydzi się swojego wieku, zmarszczek, czy siwych włosów. Dodatkowo, nie uważa, że kobiety powinny spełniać wymogi modelek z wybiegów. Sama mówi, że nie nosi Chanel, ponieważ uważa, że ubrania te nie nadają się dla kobiet o normalnych kształtach. Powiedziała kiedyś, że ubrane w stroje Chanel kobiety wyglądają jak kiełbasy. Pięknie jest widzieć w świecie mody kogoś, kto otwarcie głosi, że ubrania mają pasować do naszych kształtów, a nie na odwrót. Iris nierzadko zaprasza starsze kobiety do swoich projektów, czym bezsprzecznie wspiera ideę starzenia się z gracją i zabawą. Apfel zdaje się też nie przejmować zbytnio opiniami innych. Jej stylizacje niejednokrotnie wzbudzały kontrowersje. Doskonałym przykładem było ubranie XIX-wiecznej szaty liturgicznej na jedno z przyjęć. Według niektórych jej styl jest tak głośny, że wręcz przerysowany. Co więcej, wielu trudno uwierzyć, że kobieta ubiera się tak niezwykle na co dzień i to od wielu dekad! Myślę, że taką odwagę do eksperymentowania i wyrażania siebie, a jednocześnie dobrej zabawy modą każda z nas chciałaby mieć. Niekoniecznie, żeby wyglądać jak Iris Apfel, ale żeby wyglądać dla siebie, a nie dla innych. Czym jest styl Iris Apfel i co go wyróżnia? Mam wrażenie, że próba wiernego opisania stylu Iris Apfel skończyłaby się całkiem grubą książką. Rozległość jej gustu i inspiracji jest właściwie nieograniczona. Amerykanka jest bezkompromisowa i piękna w swojej niezwykłości. Jej barwne ubrania i niekiedy absurdalne dodatki są niejakim kontrastem do trzeźwego osądu. Świat mody określa ją niekiedy barwnym ptakiem i każdy, kto chociaż raz widział Iris z pewnością się z tym zgodzi. Kolor może wyciągnąć zza grobu Tytuł tego akapitu jest powiedzonkiem samej Iris. W tym jednym zdaniu zawiera się jej niepohamowana miłość do głośnych i wyrazistych barw. Apfel uważa, że powinnyśmy łączyć w swoim ubiorze intensywne kolory. Dzięki temu nie tylko ożywiamy swój wizerunek, ale także kolorujemy świat. Rzadko można zobaczyć Iris w ubraniach o neutralnej barwie, jednakże prawie na pewno będą one uzupełnione biżuterią w bardzo wyrazistych barwach. Moda jest zabawą Łączenie stylów z różnych zakątków świata, ale też wszelakich wzorów, a nawet epok jest kolejnym znakiem rozpoznawczym Iris. W jej stylizacjach nierzadko widać inspiracje czerpane z podróży, cechy stylu Boho, ale też ubrania z sieciówek kontrastujące z kreacjami z najznamienitszych wybiegów. Jak pisałam wcześniej, Iris uwielbia ubrania za to, jakie są, a nie jakie mają metki. Mieszanie faktur i tekstyliów także jest dla niej dość charakterystyczne. Często można ją zobaczyć z futrem lub włochatą torebką. Nie boi się frędzli, falban, skór, piór czy koronek. Oczywiście nierzadko są to materiały luksusowe i mało praktyczne w życiu codziennym, nie oszukujmy się jednak, Iris raczej nie jest zainteresowana „zwykłym” życiem. Biżuteria nie może być nudna Biżuteria to prawdopodobnie znak rozpoznawczy amerykanki. Iris Apfel uwielbia przywozić biżuterię z podróży, to według niej najlepsze pamiątki. Oczywiście akcesoria muszą być nietuzinkowe, im bardziej zaskakujące, tym lepsze. Chętnie nosiła biżuterię przywiezioną z podróży do Afryki i Dalekiego Wschodu. Kolorowe bransolety, geometryczne kolczyki i grube łańcuchy to stały element jej kolekcji. Dodatki wykonane z kamieni ozdobnych i szlachetnych, a także ze szkła, drewna i surowców sztucznych traktuje na równi. Co ciekawe, nie jest typem celebrytki, która sięga po niedorzecznie drogie diamenty. Znacznie częściej spotkasz ją w srebrnej biżuterii, turkusach i czerwonych koralach, a nawet akrylowych bransoletkach. Iris sięgała niekiedy po niezwykle nieoczywiste akcesoria. Wśród nich znajdują się duże okulary z grubymi oprawkami, a nawet dodatki przeznaczone dla zwierząt! Na przykład wystąpiła kiedyś w naszyjniku przeznaczonym dla koni. Kolejną ciekawostką jest niechęć Apfel do torebek. Mimo uwielbienia dla sztuki w modzie, według Apfel torebki nie są czymś, czemu warto przykładać większą uwagę, a już na pewno nie warto w nie inwestować. Być jak Iris Apfel W młodości Iris usłyszała, że nie jest ładna i nigdy taka nie będzie, ale ma coś znacznie lepszego — jest interesująca. Młoda amerykanka z pewnością wzięła sobie te słowa do serca. Dziś sama uważa, że uroda jest przereklamowana. Według Iris ładne dziewczyny uważają się za wyjątkowe, jednakże szybciej niż się tego spodziewają, zostają z niczym. Według niej znacznie lepiej stworzyć swój własny styl. Być jak Iris oznacza bezkompromisowość w wyrażaniu siebie, odwagę do podążania pod prąd i uwolnienie wszystkich kreatywnych pokładów. Nie musisz ubierać się we wszystkie kolory świata i głośne wzory, aby być jak Iris. Jeżeli chcesz wziąć z niej przykład, porzuć przywiązanie do nadawania rzeczom wartości poprzez ich renomę. Iris uwielbiała niszowych projektantów, łączenie tanich ubrań z drogimi, brzydkich z ładnymi. Iris mimo zamożności wciąż targuje się ze sprzedawcami w pewnych zakątkach świata. Pozwala sobie na radość z życia i czerpanie inspiracji z każdej chwili, nieważne czy z dalekiej podróży, czy spaceru po osiedlu. Wydaje się, że sekretem do bycia jak Iris Apfel jest po prostu pozbycie się zahamowań w czerpaniu z życia i nieprzejmowaniu się co na to inni. Niektórzy z resztą opisywali małżeństwo Apfel jako dwoje dorosłych dzieci. Dołóż do tego chęć do edukacji i przepis na ikonę stylu – gotowy. Iris powiedziała kiedyś: „Trzeba wychodzić, ubierać się i wychodzić. Ja wciąż chcę być w świecie, być dla świata. A wielu starszych ludzi się poddaje. Często na pytanie »Jak się pani czuje?« odpowiadam: »Nie wiem, ale wciąż stoję. Bierzcie ze mnie przykład!«”. Spodobał Ci się ten post? Zobacz, czy kolejny spodoba Ci się bardziej! Zakochaj się w przepięknych ametystach Sprawdź, czy wiesz jak zrobić bransoletkę na gumce Poznaj nasze sposoby na pompony Dowiedz się, jak łączyć kolory Tak jak dobry serial kryminalny moda też ma swoją „sprawę tygodnia”. Albo może raczej sezonu. Chwilę temu na tapecie były grubaski. O, przepraszam, „modelki plus size”. A to kusiły w kalendarzu Pirelli, a to zachęcały do wysiłku fizycznego w katalogu „Sports Ilustrated”. Żeby zamydlić czytelnikom, klientom i krytykom oczy i odwrócić uwagę od tego, że wszystkie pozostałe dziewczyny z magazynów wciąż zmieściłyby się w ubranka dla lalek. Równolegle modne były: androginia, transseksualizm, albinoski, ciemnoskóre i skośnookie. Wszystko to pod szczytnym sztandarem „united colors of fashion". Potem triumfalnie powróciły „superki”, ikony mody lat 90. Cindy, Claudia i Naomi dostały kilka okładek, a Amber, Carolyn i Eva chodziły po wybiegach Lanvin, Louis Vuitton i Versace. Ale wyciągnięte z lamusa odrobinę tylko przyblakłe gwiazdy nie chciały konkurować z nowymi szesnastoletnimi talentami i najnowszymi „instagirls”, czyli Carą, Joan i Kendall, które mają tylu followersów, ilu onegdaj poddanych Cesarstwo Rzymskie. DOJRZAŁOŚĆ DAJE WOLNOŚĆ Teraz sprzedają się staruszki. Kiedyś twarze 50+ pokazywano tylko w reklamach kremów przeciwzmarszczkowych, leków na serce i wycieczek w tropiki. Rewolucja zaczęła się od bloga Advanced Style (dzisiaj ma 300 tysięcy użytkowników miesięcznie) założonego w 2008 roku przez nowojorczyka Ariego Setha Cohena. Na jego zdjęciach oglądamy Debrę Rapoport, lat 70, owiniętą kolorowymi naszyjnikami z papieru toaletowego. Jest też Jennifer Dolan, wiek bliżej nieokreślony, która pozuje w czerwonych kozakach do połowy uda. A baronessa Sherry, która za chwilę skończy 94 lata, na co dzień nosi kapelusik z myśliwskim piórkiem. O nich i ich koleżankach Cohen, który stylu uczył się od własnej babci, nakręcił dokument. „Advanced Style” to pochwała bezkompromisowości, dojrzałości, wyobraźni. Większość z bohaterek Cohena dopiero po sześćdziesiątce zdobyła się na odwagę, żeby założyć kokardę na głowę, neonowe puchówki albo hiphopowe sneakersy. Wcześniej były spętane kompleksami i konwenansami. Dojrzałość dała im wolność. I pozbawiła lęku przed odstawaniem, ośmieszeniem, wyróżnieniem. To ekscentryczne ubrania sprawiły, że staruszki mogą wyrażać całe spektrum doświadczeń – od prowokacji po przyjemność. „Codziennie dostaję wiadomości od młodych dziewczyn, które przestały bać się starości i staruszek, które odkryły, że mogą mówić, co chcą i ubierać się, jak chcą”, mówił Ari Seth Cohen w prezentacji TED Talks. Jak to ostatnio bywa, trend przeniósł się z blogów do „oficjalnego” obiegu. Wiosnę reklamują kobiety w jesieni życia. Joan Didion, amerykańska pisarka i dziennikarka (w CV ma wpisane dwa lata pracy w „Vogue’u”) założyła czarny sweter, ciężki naszyjnik i ogromne okulary przeciwsłoneczne. I usiadła przed obiektywem Juergena Tellera do kampanii Céline. Nie wstydzi się ani jednej zmarszczki i ani jednego srebrzystosiwego włosa na głowie. Tak jak projektantka Phoebe Philo z paryskiego domu mody nie wstydzi się, że prestiż nowojorskiej intelektualistki pomaga sprzedawać jej ciuchy, określane przez krytyków jako „uduchowione”. Klientkami Céline z rzadka bywają dziewczyny poniżej trzydziestego roku życia. No, chyba że są to szalone blogerki, które zaanektowały kultową torebkę z logo marki, żeby udowodnić, że też kochają klasykę. Céline jest za drogie, zbyt klasyczne i za mało trendowe, by mogło się podobać studentkom. Noszą je więc prawniczki ze szklanych wieżowców, panie profesor, aktorki teatralne. Dla nich Joan Didion jest autorytetem większym niż Kim K. PRZYKŁADY POMNOŻONE W dniu premiery kampanii większość profili z modowego news feedu powtarzało zdjęcie z Didion. Na przemian z kadrem z kampanii Dolce & Gabbana z trzema sycylijskimi staruszkami, które wyglądają jak sfotografowane podczas codziennych ploteczek. Tyle że w charakterystycznych koronkach włoskich projektantów. Do Didion i włoskich babć dołączyła Joni Mitchell, znana także jako najsmutniejsza wokalistka wszech czasów (pamiętacie scenę z kultowego filmu „To właśnie miłość”, w której Emma Thompson mówi, że to właśnie Mitchell nauczyła ją czuć?) w ogromnym kapeluszu, jak z czasów jej hipisowskiej młodości. To kampania Saint Laurenta, którą dzieli z 86-letnią brytyjską modelką Daphne Selfe. Najstarsza w tym gronie jest jednak 93-letnia Iris Apfel, pozująca z dziewczynami, które mogłyby być jej prawnuczkami – 18-letnią Tavi Gevinson w kampanii Alexisa Bittara i 22-letnią Karlie Kloss u Kate Spade. Przykłady można mnożyć: 65-letnia Linda Rodin, była modelka i redaktorka amerykańskiego „Harper's Bazaar”, w kampanii The Row ma zaczesane do tyłu siwe włosy, a 70-letnia Catherine Deneuve w kampanii Louisa Vuittona sprzed roku wygląda jeszcze lepiej niż za czasów „Parasolek z Cherbourga”. Trend podchwyciły także popularne marki. Selfridges promuje się kampanią Bright Old Things, która pokazuje, jak fajnie żyje się (i ubiera!) na emeryturze. Bieliźniana marka JD Williams prowadzi kampanię „Over 50 Shades Of Grey” z okazji premiery „50 twarzy Greya”, bazując na dwuznaczności nazwiska bohatera melodramatu sado-maso i modnej siwizny. W branży kosmetycznej staruszki nie są kwiatkiem do modnego kożucha, tylko zwyczajnie pięknymi kobietami (poddanymi tylko nieznacznej obróbce w Photoshopie). 70-letnia Helen Mirren w reklamie L’Oreal udowadnia, że jest godna tytułu brytyjskiej „damy”, Charlotte Rampling w reklamie Nars superseksownie nosi garnitur, a Jessica Lange ze zdjęć Marc Jacobs Beauty mogłaby młodsze dziewczyny uczyć gracji. W Polsce prawie nikt się nie rwie, żeby na wybieg zaprosić Danutę Szaflarską. Może to ze strachu, może z zapóźnienia, a może dlatego, że nasze sławne staruszki nie chcą z (polską) modą mieć nic wspólnego. Na szczęście zagraniczne trendy śledzi uważnie duet Bohoboco, który do wiosennej kampanii zaprosił rudowłosą dwudziestolatkę Magdę Jasek i 80-letnią aktorkę Helenę Norowicz, która debiutowała pod koniec lat 50.; dzisiaj gra w serialu „Anna German”, a za chwilę zobaczymy ją w filmie „Ederly”. Z gładkimi włosami, lśniącą cerą i przenikliwym spojrzeniem Magda i Helena wyglądają jak babcia z wnuczką. Nietrudno stwierdzić, że działy marketingu wielkich koncernów wreszcie (choć trochę poniewczasie) zrozumiały, że ich klientkami są kobiety starsze od wiotkich nastolatek z wybiegów. I że wolą oglądać modelki zbliżone do siebie wiekiem. Ale zera na koncie to za mało. Teraz celem jest #breaktheinternet. Kim K. rozbiła sieć pupą. Cara niewyparzonym językiem. A staruszki siwizną. Nie ogłaszajmy jednak za szybko zwycięstwa prawdziwego piękna nad podrasowanymi Photoshopem ciałami. Za wszystkimi trendami stoją przecież korporacje, reklamodawcy i wydawcy, którzy chcą więcej i więcej sprzedać. REWOLUCJA? A sprzedaje teraz Instagram, na którym zdjęcia lajkuje 75 milionów osób dziennie, a używa 300 milionów miesięcznie. Nic dziwnego, że Kendall Jenner podpisała gigantyczny kontrakt z Estée Lauder. Siostra Kim ma 18 milionów followersów na Instagramie, a aż milion osób polubiło post o współpracy z urodowym gigantem. Ot, duch czasów. Władza nad dyktowaniem, a więc monetyzowaniem stylu życia, przechodzi do mediów społecznościowych, więc reklamy robi się właściwie do sieci, choć jeszcze wciąż kupuje się je w magazynach. Reklama może być gołą pupą, śmieszną staruszką, seksowną grubaską. Ważne, żeby się klikała. Kampanię prowadzi się wszędzie i, co ważne, na Instagramie i Facebooku właściwie za darmo. Już niedługo wystarczy, że klikniemy w kampanię, by kupić torebkę z nowej kolekcji. Czy oznacza to ostateczną śmierć prasy drukowanej, która wpada w zastawioną przez media społecznościowe pułapkę? Gdy dziennikarze w poszukiwaniu tematów skrolują Facebooka, a w poszukiwaniu zdjęć – Instagrama, gdy zamiast zatrudniać dziennikarzy redakcje zamawiają teksty u blogerów, którzy jednocześnie są gwiazdami rubryk towarzyskich, prasa drukowana strzela sobie w kolano. Chyba że już za chwilę redaktorzy też pokażą pupę albo siwiznę. A gdy przestaną sprzedawać się celebrytki i staruszki może przyjdzie czas na niemowlęta, kotki albo pieski. W końcu Choupette Lagerfeld już „prowadzi” Opla Corsę w nowej kampanii. I wtedy wszystko zacznie się od nowa. Jedno jest pewne: sukces przestał być domeną młodości, a świat mody musiał się do tej tendencji dostosować. Wielkie domy mody są zdominowane przez, eufemistycznie mówiąc, średnie pokolenie, a 30-latkowie są wciąż uważani za „młodych” projektantów. Nawet jeśli kanon piękna zakłada gładką twarz, prawdziwa władza w modzie zawsze ma siwe włosy. Trafnie podsumowała to Elisa Rodríguez-Vila, artystka z Miami, która postanowiła prawdziwe superbohaterki „wkleić” w kampanie reklamowe. I tak w jej projektach Ruth Bader Ginsbur, sędzia amerykańskiego Sądu Najwyższego, „reklamuje” Chanel, a legendarna feministka Gloria Steinem – Chloé. „Każda zmarszczka świadczy o tym, co przeżyły, a bystre spojrzenie o tym, że nie są tylko wieszakami”, pisze w eseju towarzyszącym projektowi artystka. Wszystko się zgadza. Przecież nawet na pokazie Chanel modelki na sztandarach niosły rewolucyjne hasła. Już nie o paleniu staników, ale o miłości do siebie i tego, co się robi. Lubisz drogie torebki i cię na nie stać? Nie czuj się winna, idź do sklepu. Nie musisz przecież wyglądać jak Gisele, żeby nosić chanelkę. SIŁA CHARAKTERU Ale nie zapominajmy o jednym. Joan i Joni nie są przypadkowymi staruszkami – babciami z domu opieki, marudzącymi emerytkami albo schorowanymi wdowami. To wielkie indywidualności, które całe życie kreowały trendy. Każda ich zmarszczka mówi o doświadczeniach, piosenkach, tekstach. Bo przecież nawet staruszki z plakatów muszą być cool i nosić ciuchy, które są cool. Nie przyjmujmy więc zbyt łatwowiernie zapewnień o rewolucji w modzie. Wielkie koncerny wiedzą, że tak jak chwilę temu wartością dodaną były dodatkowe kilogramy, tak teraz dodatkowe lata w metryce. Niezależnie od tego, czy do konsumpcji zachęcają instagirls, supermodelki czy staruszki, efekt jest taki sam. Gdy Kanye West i Rihanna nagrali piosenkę „Four Five Seconds” z Paulem McCartneyem, na Facebooku fani cieszyli się, że ich idole odkrywają „utalentowanego debiutanta” (tak, naprawdę mieli na myśli legendarnego Beatlesa). Teraz blogerki modowe odkrywają Joan i Joni dzięki francuskiej modzie. Może to dobrze. A może świat stanął na głowie. Artykuł pochodzi z Fashion Magazine Choć ma już 95 lat, wciąż trzyma się wspaniale, bije od niej energia i zapał do pracy. Nie ma zamiaru wypoczywać z nogami na kanapie, ciągle realizuje nowe projekty i zadziwia kolejnymi kreacjami. Zwykłą emerytką nigdy nie była i nigdy nie będzie. Jak twierdzi, póki trzyma się na nogach robi to, co ją interesuje. Oprócz tego, że jest ikoną mody, jest także projektantką wnętrz, filantropką i businesswoman. Międzynarodową sławę zdobyła dopiero po 80-tce. Jest nie tylko nowojorską ikoną stylu, charakteryzuje ją też cięty język i silny pchlego targu do Białego DomuIris Apfel zanim przeszła w wiek zawodowego spoczynku, zajmowała się tym co kochała: wystrojem wnętrz, choć zaczynała od dziennikarstwa w magazynie „Women's Wear”. Od dziecka lubiła spędzać czas włócząc się po pchlich targach czy sklepach z antykami i wynajdując tam ciekawe rzeczy, na których skupiała swoją uwagę. Nie koncentrowała się na swojej urodzie, jak mówi, nigdy nie była ładna. Co więcej, choć trudno w to teraz uwierzyć, jako dziecko miała nadwagę, co denerwowało jej matkę. Ta – bardzo elegancka kobieta, chciała ubierać swoje dziecko modnie, ale w przypadku Iris było to najczęściej niemożliwe ze względu na wagę i niemożność dobrania odpowiedniego rozmiaru. Jako dorosła kobieta wraz z mężem założyła przedsiębiorstwo, które zajmowało się restaurowaniem mebli. Dzięki temu Iris zajęła się tym co uwielbiała i w czym jest najlepsza – wyszukiwaniem rzadkich okazów mebli oraz tkanin i ich oryginalnym zestawianiem. Przepustką do wielkiego świata i kariery było dla niej zlecenie zmiany dekoracji Białego Domu. Iris okazała się tak dobra, że kontynuowała tę pracę podczas kadencji dziewięciu kolejnych rozpoznawczeChoć zasłynęła z niezwykłej kreatywności i smaku w wystroju wnętrz, powszechny podziw i uznanie zyskał także, a może przede wszystkim jej ubiór. To on w połączeniu z jej charakterem i temperamentem sprawiły, że jest doskonale rozpoznawana na całym świecie. Jej znaki rozpoznawcze to wielkie okulary, ogromna ilość ponadprzeciętnych rozmiarów biżuterii, kolorowe futra czy boa z pióropuszu. Jest mistrzynią łączenia ubrań i dodatków w sposób niekonwencjonalny tworząc zupełnie nową jakość, którą firmuje jej nazwisko. Specjalnością Iris jest łączenie ubrań pochodzących od największych modowych projektantów z tymi, które wyszperała na bazarach i pchlich targach. Tam też znajduje nową biżuterię lub coś, co może się nią stać. Jej ciekawość może wzbudzić wszystko, np. końska uzda, którą potrafi wykorzystać dla sowich ptak modyIris Apfel jest pierwszą żyjącą kobietą, która pomimo tego, że zawodowo nie zajmuje się modą, to nowojorski Instytut Kostiumu przy Metropolitan Museum poświęcił jej wystawę tematyczną. Miało to miejsce w 2005 roku i okazało się hitem, na który ciężko było dostać bilety. Jej mieszkanie swoją oryginalnością i wyglądem przypomina swoją lokatorkę. Pełno w nim bibelotów i różnych przedmiotów, które sprawiają, że całość wygląda bardziej jak teatralny magazyn. Na temat kolekcji ubrań i biżuterii jakie zgromadziła, krążą prawdziwe legendy. Do tej pory uczestniczy w największych i najbardziej znaczących pokazach mody, a świat przygląda się jej z podziwem. Apfel to kolorowy ptak mody, który ciągle inspiruje. Reżyser Albert Maysles nakręcił o niej film dokumentalny „Iris” przedstawiając nie tylko ekscentryczną i barwną ikonę, ale przede wszystkim jej fascynującą ważniejsza niż podążanie za trendamiNa punkcie tej drobnej, siwej staruszki w zwariowanych strojach oszalał cały świat. Ma cięty język i silny temperament. Jej zdaniem podstawą stylu jest charyzma, nie wygląd. Tej pierwszej z pewnością jej nie brakuje. Sama Iris swoją popularność tłumaczy tym, że nie boi się myśleć inaczej. Twierdzi też, że młodość jest przereklamowana gdyż zamiast zając się tym co dla nas ważne, tracimy wtedy czas na to, co myślą o nas inni. Dlatego ceni sobie starość za to, że oprócz zdrowia jakie jej dopisuje, cieszy się chwilą, wie kim jest i czego chce dzięki czemu realizuje się życiowo. Iris Apfel z mężemChcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected] Kolorowy ptak, wolna dusza, osoba z niezwykłym poczuciem estetyki – Iris Apfel jest nietuzinkową postacią, która powinna być znana wszystkim, którzy interesują się światem mody czy wzornictwa. Dzisiaj chciałabym Wam ją nieco przybliżyć. „Myślę, że lepiej być szczęśliwym niż dobrze ubranym” Iris Apfel bez wątpienia nie musi wybierać żadnej z opcji, doskonale osiąga je obie. Ta niezwykła kobieta jest wybitną projektantką wnętrz, znawczynią wzornictwa, kolekcjonerką ubrań, pasjonatką i ikoną mody, wizjonerką, która będzie obchodzić w tym roku 95 urodziny. Była odpowiedzialna za projekt wnętrz Białego Domu dla dziewięciu prezydentów USA, pracowała dla Women’s Wear Daily, zajmowała się firmą z tekstyliami i w poszukiwaniu ciekawych tkanin podróżowała po całym świecie. Przywoziła swoje ubrania i dodatki z najróżniejszych zakątków świata. W jej kolekcji znajdują się rytualne szaty plemion Afrykańskich, ubrania z kolorowych tkanin prosto z Indii czy tradycyjnie wyrabiana biżuteria z Meksyku. W 2005 roku jedno z nowojorskim muzeów Metropolitan Museum of Art zorganizowało wystawę jej ubrań i dodatków będących pokazem własnego, indywidualnego i bardzo oryginalnego stylu Iris Apfel. Iris Apfel Na czym polega fenomen stylizacji Iris Apfel? Jej zestawy są niezwykle oryginalnym połączeniem pozornie niepasujących do siebie rzeczy. Tylko ona odważyła by się na zestawienie kreacji od Diora z ubraniem kupionym na podmiejskim bazarze czy w secondhandzie, żakietu w stylu eklektycznym ze spodniami z imitacją skóry węża. Jej niezwykłe, a czasem wręcz zaskakujące stylizacje, na pierwszy rzut oka wydają się niespójne, po dłuższej chwili dostrzegamy jednak, że elementy idealnie ze sobą współgrają. Iris Apfel tworzy współczesne stylizacje w najlepszym wydaniu, ma nieprawdopodobne wyczucie stylu. Nikogo nie naśladuje, nie zwiększa większej uwagi na obecne trendy, tworzy je sama. Stylizacje Nauka dla innych Iris Apfel udowadnia, że będąc nawet w podeszłym wieku można wyglądać świetnie, czuć się młodo, a nawet zacząć karierę modelki. Pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych, a jednocześnie ma przy tym ogromny dystans do siebie samej. W swoich stylizacjach dba o każdy szczegół, wszystko, co ze sobą zestawia jest precyzyjnie przemyślane, a jednocześnie pasjonatka mody zostawia pewne pole do popisu, fantazji, szaleństwa, które przychodzi jej na myśl w tej właśnie chwili. Wiele projektantów, modelek czy celebrytów mogłoby uczyć się od niej sztuki zabawy z modą. Iris Apfel jest jej niezaprzeczalną ikoną, jedną z najwyraźniejszych, a z pewnością najbardziej kolorowych. Niemal przez pół wieku była wpływową projektantką wnętrz. W wieku 83 lat stała się najstarszą w historii "dziewczyną z okładki", pozując wybitnym fotografom. Iris Apfel, jedna z najbardziej wpływowych ikon amerykańskiej mody, pomimo swoich 95 lat udowadnia, że poczucie stylu to nie kwestia wieku, a mody nie należy traktować zbyt poważnie. Charakterystyczne czarne, duże, okrągłe oprawki okularów i czerwona szminka stały się jej znakiem rozpoznawczym. Jej garderoba, która znajduje się w trzech nieruchomościach, zajmuje w sumie kilkadziesiąt metrów kwadratowych. Posiada w niej "wszystkich" – od Prady przez Valentino i Dolce & Gabbana po ręcznie malowane kaftany od Versace, setki par butów i niezliczoną ilość dodatków. Iris Apfel – bo o niej mowa – światową ikoną mody stała się po osiemdziesiątce. Pomimo podeszłego wieku jednak nie przestaje inspirować czołowych amerykańskich projektantów, studentów, ale przede wszystkim tysięcy kobiet w różnym magazynu "Dazed & Confused" z Iris Apfel / Źródło: materiały prasowe W listopadzie 2012 r. powstało jedno z jej najsłynniejszych zdjęć, które wykonał Jeff Bark, a opublikował je na okładce magazyn "Dazed & Confused". Iris pozowała w żółto-purpurowej kreacji Rei Kawakubo, pochodzącej z kolekcji 2D Comme des Garcons. Numer z Apfel na okładce poświęcony był sztuce najnowszej, pod zdjęciem umieszczono napis: "The New Aesthetic: Art from the Outer Limits" ("Nowa estetyka: sztuka spoza szerszych limitów"). Apfel stała się ucieleśnieniem tego określenia – przez niemal 70 lat poszerzała kolejne granice w projektowaniu wnętrz oraz dziennikarki po kreatorkę wnętrz Białego DomuUrodzona w 1921 r. Iris wychowała się w Astorii w stanie Nowy Jork. Jej ojciec handlował szkłem i lustrami, a matka Sadye Barrel prowadziła butik z modną odzieżą. Według wspomnień córki, była najelegantszą kobietą w całym tuż po II wojnie światowej ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie Nowojorskim. Po studiach pracowała jako dziennikarka w "Women's Wear Daily", odbyła staż u projektanta wnętrz Elinora Johnsona. Przez pewien czas była asystentką ilustratora mody Roberta Goodmana. W 1948 r. poślubiła Carla Apfela. Dwa lata później założyli firmę Old World Weavers, która zajmowała się restaurowaniem rzadkich starych mebli oraz projektowaniem i produkcją tkanin artystycznych. Carl zajmował się stroną biznesową, a Iris tworzyła oryginalne połączenia dekoratorskie.– Nasze tkaniny znajdowały się w każdym liczącym się domu najzamożniejszych ludzi Ameryki – stwierdziła Apfel bez zbędnej skromności. Jak wielokrotnie podkreślała, jej związek z projektowaniem tkanin zaczął się, gdy pracując nad pewnym wnętrzem nie mogła znaleźć odpowiedniego materiału. – Zaprojektowałam własny wzór, to zaczęło się podobać i postanowiliśmy ruszyć z produkcją – szybko Old World Weavers zyskała rozgłos wśród amerykańskich elit. Jednak przełomowym momentem była współpraca Iris i jej firmy z Białym Domem. Miała kluczowy wpływ na projekty wnętrz najsłynniejszego domu świata podczas kadencji dziewięciu prezydentów USA: Harry'ego Trumana, Dwighta D. Eisenhowera, Johna F. Kennedy'ego, Lyndona Johnsona, Richarda Nixona, Geralda Forda, Jimmy'ego Cartera, Ronalda Reagana i Billa Clintona. Niechętnie jednak wspomina i opowiada o tych dla amerykańskich prezydentów, zajmowała się w zasadzie wymianą całości tkanin dekoracyjnych, sztukaterii, niektórych mebli oraz dekoracji. Wszystko było konsultowane z pierwszymi damami. Urządzając jeden z najsłynniejszych domów świata, wykorzystywała meble, które sami z Carlem restaurowali, i tkaniny, które Iris dużo podróżowali. Już na początku małżeństwa para podjęła decyzję, że nie chcą mieć dzieci – woleli się skupić na karierze i zwiedzaniu świat. Iris wielokrotnie powtarzała, że bardzo wcześnie zdała sobie sprawę z tego, iż nie można mieć wszystkiego i postawiła na realizacje swojej pasji. – To rodzaj wyboru i pewnego poświęcenia – 1992 r. oboje przeszli na emeryturę. Przez 40 lat swojej działalności stali się szanowanymi przedstawicielami amerykańskiej branży wystawa w nowojorskim muzeumPrawdziwa światowa sława przyszła jednak niespodziewanie, gdy Iris była na emeryturze już od niemal 10 lat. Stała się wpływową trendsetterką, projektantką biżuterii i akcesoriów, kolekcjonerką mody i modelką. Ogromna kolekcja ubrań, biżuterii i butów Apfel okazała się żywą skarbnicą historii mody, a jej styl został doceniony przez najbardziej opiniotwórcze postaci świata mody po obu stronach 2005 r. w Costume Institute przy Metropolitan Museum of Arts miała miejsce wystawa pod tytułem "Rara Avis (Rare Bird): The Irreverent Iris Apfel". Co ważne, chociaż wystawy o modzie w nowojorskim muzeum są organizowane cyklicznie od 1995 r., to ta dotycząca Iris była jedną z pierwszych poświęconych jednej osobie. Jej kuratorem był Stéphane Houy-Towner, okazała się jednym z najważniejszych wydarzeń tamtego okresu. Ekspozycja, na której przedstawiono setki elementów z kolekcji Apfel, doczekała się też mniejszej wersji, która pokazywana jest od dekady w prestiżowych muzeach i galeriach w USA i Europie. Ostatnio, w marcu, "Rara Avis" pokazano w jednej z paryskich galerii."Wkurza mnie, gdy ludzie mówią o mnie per fashionista"Apfel od zawsze ubierała się w konkretny sposób. Gdy była nastolatką, mama powiedziała jej, że wystarczy, by miała w szafie prostą czarną sukienkę – prawdziwy strój stworzą dodatki. Patrząc na kolekcję jej akcesoriów, można odnieść wrażenie, że 95-latka ciągle ma tę matczyną wskazówkę gdzieś w głowie. Jednak skromną czarną sukienkę już przed laty zamieniła na ekstrawaganckie, wzorzyste, pełne koloru kreacje. Jeśli tkaniny są gładkie, to zawsze w intensywnych barwach. Styl Apfel charakteryzuje też różnorodność faktur i tekstur tkanin, które zestawia ze sobą w nieoczywisty sposób. Ilekroć mówi o modzie czy o swoim stylu, podkreśla, że najważniejsza ich częścią jest indywidualność. – Nie mam żadnych zasad, bo wszystkie bym złamała – stwierdziła.– Nie spędzam czasu na strojeniu się, nie robię tego codziennie. Jestem bardzo zajęta. Bardzo mnie wkurza, gdy ludzie mówią o mnie per fashionista. Stroję się, gdy muszę gdzieś wyjść. Przez większość czasu chodzę po postu w dżinsach – wyznała w rozmowie z magazynem "Vogue".Jak wspomina, w latach 50. bardzo chciała mieć parę dżinsów, ale produkowane były tylko w wersji męskiej. Poszła więc do jednego ze sklepów i poprosiła o spodnie dla siebie. Sprzedawca miał wówczas stwierdzić, że młodej kobiecie nie przystoi nosić takie spodnie. Iris – jak wspomina – wracała do sklepu do skutku. W końcu dostała to, czego pragnęła. – Byłam prawdopodobnie pierwszą kobietą, która nosiła dżinsy. Brzmi szalenie i takie też to było – nie bała się eksperymentować, dzięki czemu wypracowała charakterystyczny i podziwiany przez świat mody styl. – Więcej znaczy więcej, mniej znaczy nudno – podsumowała swojej imponującej kolekcji ma ubrania nie tylko od najważniejszych projektantów drugiej połowy XX wieku, ale także te znalezione w second handach, na targach staroci czy w sklepach z odzieżą etniczną. O te drugie targuje się do skutku. Cokolwiek by nie założyła, dekorowane jest to ostatecznie dużą ilością biżuterii i to każdego rodzaju. W swojej kolekcji posiada w zasadzie wszystko – od drogich kamieni szlachetnych, srebra, złota przez perły, bursztyn, po kolorowe naszyjniki, korale, bransoletki z pytanie, czy uważa albo uważała się za ładną kobietę, zawsze odpowiada tak samo. – Kiedyś usłyszałam: nie jesteś ładna i nigdy nie będziesz, ale to nieważne. Masz coś lepszego, masz dosadny, ale żartobliwy sposób rzuciła zresztą, że nigdy nie lubiła "po prostu ładnych rzeczy". – Gdy patrzę na te wszystkie kobiety, które w młodości były bardzo ładne, a teraz już nie są, to myślę sobie, że jest w tym coś smutnego – o jakiś konkretny styl czy okres w historii mody, mówiła, że unika kategoryzowania mody w ten sposób, jednak zaznacza, że latach 1950-1989 projektanci byli bardziej kreatywni, innowacyjni, nieokiełznani. Współczesne projektowanie ubioru w jej ocenie jest wtórne. Odnosi wrażenie, że projektanci lub wręcz cała branża odtwarzają uniformy z wspaniałych projektów sprzed kilku dekad, kiedy wszystko wydawało się nowe, unikatowe czy nieprzeciętne.– Większość ludzi stała się nieco leniwa. I to jest OK. Chodzi mi o to, że są rzeczy ważniejsze od mody. Jeśli kogoś poczucie stylu zbyt mocno stresuje, to niech sobie odpuści. Najważniejszą rzeczą jest czuć się komfortowo we własnym życiu – stwierdziła, dodając, że "lepiej być szczęśliwym niż dobrze ubranym".Wykładowczyni uniwersytecka i bohaterka dokumentuIris Apfel zdobyła uznanie nie tylko największych współczesnych projektantów mody. W wieku 91 lat stała się wykładowcą na Uniwersytecie Teksasu w Austin, z którym przez lata wcześniej współpracowała. Pięć lat temu doszła do wniosku, że studenci kierunków związanych z modą są trzymani w pewnej bańce, która niewiele ma wspólnego z rzeczywistością na rynku pracy i światem mody. Postanowiła wspólnie z władzami uczelni przygotować zajęcia, które pokażą młodym aspirującym twórcom, jak wygląda rzeczywistość.– Projektowanie nie polega na uszyciu kreacji na czerwony dywan, trzeba się wiele napracować, żeby dojść do takiej pozycji – opowiadała. Podczas swoich zajęć organizuje spotkania z uznanymi na rynku specjalistami; projektantami, dyrektorami kreatywnymi, stylistami, konstruktorami, etc. Uważa, że dzięki temu studenci z Teksasu będą lepiej przygotowani do życia i rozwijania swojej kariery w tej trudnej branży.– Jestem stara, zostało mi pewnie mało czasu i nie marnuję go na bzdury. Robię tylko to, co mnie interesuje – stwierdziła w rozmowie "The Evening Standard". Odkąd stała się legendą i wpływową postacią mody, jej telefon nie milknie. Ciągle jest w ruchu: wywiady, spotkania, sesje zdjęciowe, prowadzenie kolejnego biznesu – marki z biżuterią i dodatkami. Sama przygotowuje okno wystawowe swojego niesamowite życie Apfel próbował uchwycić jeden z czołowych dokumentalistów amerykańskich Albert Maysles. Twórca, który zasłynął nominowanym do Oscara w 1974 r. filmem dokumentalnym "Christo's Valley Curtain", zafascynował się życiem, pracą i dorobkiem Iris Apfel. Znany z tego, że nie pracował z gotowym scenariuszem, filmował codzienność amerykańskiej ikony stylu i mody przez cztery lata. W efekcie powstał obraz łączący dwa światy 95-letniej gwiazdy: publiczny i prywatny, mało znany szerszej 2014 r. miała miejsce premiera filmu "Iris", który był efektem czteroletniej współpracy Mayselsa z Apfel. Krótko po tym, jak film pokazano na jednym z nowojorskich festiwali filmowych, reżyser zmarł. Okazało się, że dokument o "kolorowym ptaku" – jak określana jest Iris Apfel – był ostatnim w twórczości amerykańskiej legendy."Iris" - film dokumentalny o amerykańskiej ikonie mody / Wideo: tvn7

iris apfel w młodości